Tylko co 10. tona węgla z kopalń to opał do domowych kotłów. Groszku może brakować

Zaniepokojony mężczyzna zagląda do prawie pustego zasobnika kotła

Autor

Leon Borowski

Opublikowano

1 lis 2026

Spis treści

Stoisz na składzie opału, wokół hałdy węgla, a sprzedawca rozkłada ręce: groszku do twojego podajnika nie ma. To nie paradoks. Z około 29,3 mln ton węgla wydobywanego w Polsce tylko około 2,8 mln ton to kostka, orzech i groszek do domowych kotłów. Reszta to głównie paliwo dla elektrowni.

Kostka, orzech czy groszek: najpierw sprawdź kocioł

Gdy ktoś pyta mnie o opał, pierwsze pytanie brzmi zawsze tak samo: jaki masz kocioł? Wiele starszych kotłów zasypowych, do których paliwo ładuje się ręcznie, wymaga kostki albo orzecha. Kotły automatyczne z podajnikiem pracują na groszku, i to nie byle jakim. Groszek musi mieć odpowiednią granulację i parametry jakościowe.

Tych sortymentów nie da się dowolnie zamieniać. Dlatego dzwoniąc na skład, podaję nazwę konkretnego sortymentu, a nie samo słowo „węgiel”. Wtedy od razu wiadomo, czy paliwo jest na miejscu, czy trzeba szukać dalej.

Dlaczego miał z elektrowni go nie zastąpi?

Polska wciąż wydobywa dużo węgla kamiennego, więc łatwo uznać, że opału nie może zabraknąć. Problem leży w strukturze produkcji kopalń i we właściwościach samego surowca. Na rynek paliwa dla domów trafia mniej więcej co dziesiąta tona. Elektrownie spalają przede wszystkim drobny węgiel energetyczny, czyli miał.

Miał nie zastąpi kostki ani groszku w domowym kotle. Nawet ogromne zapasy węgla energetycznego nie oznaczają więc, że na lokalnym składzie znajdziesz paliwo do swojego urządzenia. Krajowa podaż grubszych sortymentów od lat pozostaje ograniczona.

Ile opału brakuje na sezon 2026/2027

Rada ds. Energii i Zasobów Naturalnych, działająca przy Prezydencie RP, dostała wyliczenia, według których domy i małe kotłownie zużyją w tym sezonie około 6,25 mln ton. Krajowe kopalnie mają dostarczyć 2,77 mln ton odpowiednich sortymentów. Import w podstawowym scenariuszu to 1,8 mln ton. W bilansie zostaje luka około 1,68 mln ton.

W zależności od przyjętych założeń dziura waha się między 1,3 a 2,1 mln ton. Jeśli przyjąć, że dom spala około 4 ton, najwyższy wariant odpowiada rocznym potrzebom ponad 500 tys. gospodarstw. To jednak różnica w modelu, a nie lista rodzin, które zostaną bez opału. Ostateczny wynik zmienią zapasy, dalszy import, rodzaj sprowadzanego paliwa i przebieg zimy.

Import rośnie, ale groszek nie przyjeżdża od razu

Nowsze dane łagodzą ten obraz. Zwrócił na nie uwagę Łukasz Horbacz, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla. Liczby KAS, które posłowie usłyszeli na sejmowym posiedzeniu 22 października, pokazują, że w ciągu ośmiu miesięcy, do końca sierpnia, z zagranicy trafiło do nas już 5,9 mln ton węgla. Prognoza przygotowana dla Rady przewidywała na cały rok od 5,5 do 6,5 mln ton.

Jest jednak haczyk. Według założeń Rady na opał nadaje się około 30% importowanego węgla. Reszta trafia głównie do energetyki i ciepłownictwa. Bez dokładnych danych o nowych dostawach nie wiadomo, ile jest w nich kostki, orzecha i groszku.

Do tego dochodzi transport. W pierwszym półroczu około 62% importu pochodziło z Kazachstanu, a duża część tych dostaw jedzie przez infrastrukturę w Rosji. Między 8 a 17 października ograniczono przewozy przez przejście kolejowe Krasnoje-Osinowka na granicy rosyjsko-białoruskiej, także dla węgla z Kazachstanu. Od zamówienia do składu mijają zwykle dwa-trzy miesiące. Część opału zamawianego teraz pojawi się w sprzedaży dopiero zimą.

Czy węgla zabraknie w twojej okolicy?

Szef resortu energii Miłosz Motyka uspokajał 28 października, że jego zdaniem brakiem opału w skali całego kraju nie trzeba się martwić. Polska Grupa Górnicza już do połowy października sprzedała więcej węgla dla domów niż w całym poprzednim roku, a nadwyżka sięga 29%. To pokazuje duży popyt, ale nie gwarantuje każdego sortymentu w każdym regionie.

Horbacz za największe zagrożenie uważa przejściowe, lokalne braki kostki i orzecha, zwłaszcza w szczycie sezonu grzewczego. Groszek do podajników należy do tej samej grupy sortymentów, których dostępność budzi wątpliwości. Właściciel kotła automatycznego również nie powinien czekać do mrozów.

W grę wchodzi też cena. Przy czterech tonach podwyżka o 500 zł na tonie oznacza 2000 zł więcej za sezon. Kto wie, jakiego sortymentu potrzebuje, i zamawia z wyprzedzeniem, może spokojnie porównać oferty kilku składów. Ten, kto szuka w ostatniej chwili, bierze to, co akurat jest.

Źródło:

[1]

https://globenergia.pl/zabraknie-wegla-dla-polskich-rodzin-w-bilansie-brakuje-opalu-dla-ponad-500-tys-gospodarstw/

Oceń artykuł

Ocena: 0.00 Liczba głosów: 0

Tagi:

węgiel opałowy groszek kocioł podajnikowy import węgla

Udostępnij artykuł

Leon Borowski

Leon Borowski

Nazywam się Leon Borowski i od 9 lat zgłębiam tajniki instalacji sanitarnych, grzewczych oraz odnawialnych źródeł energii. Moja przygoda z tą branżą zaczęła się od fascynacji tym, jak można efektywnie i ekologicznie zarządzać energią w naszych domach i budynkach. Szczególnie interesuje mnie to, jak proste zmiany i świadome wybory mogą przynieść realne korzyści zarówno dla portfela, jak i dla środowiska. Na łamach hydraulikwkielcach.pl staram się dzielić moją wiedzą, wyjaśniając złożone zagadnienia w sposób przystępny dla każdego. Dokładnie analizuję dostępne informacje, porównuję różne rozwiązania i dbam o to, by przedstawiane treści były zawsze aktualne i zrozumiałe. Moim celem jest dostarczanie praktycznych porad i rzetelnej wiedzy, która pomoże Wam podejmować najlepsze decyzje dotyczące ogrzewania, instalacji wodno-kanalizacyjnych i wykorzystania energii ze źródeł odnawialnych.

Napisz komentarz