Jeśli ogrzewasz dom gazem i słyszysz, że gaz na giełdzie skoczył z około 30 do 100 euro za MWh, nie zakładaj trzykrotnie wyższego rachunku. Taryfa ze stawką 197,29 zł/MWh netto obowiązuje do 31 grudnia, a na 2027 rok ekspert przewiduje wzrost ceny paliwa o około 10–30%.
Do 31 grudnia płacisz według obecnej taryfy
Od klientów z kotłami gazowymi słyszę teraz głównie jedno pytanie: czy rachunek za listopad i grudzień też pójdzie w górę. Nie pójdzie. Obecną taryfę myORLEN zaakceptował Prezes URE i jest ona ważna aż do ostatniego dnia grudnia 2026 roku, więc do tego momentu cena paliwa stoi w miejscu.
Sprawdziłem, co dokładnie jest w tej taryfie. Podstawowe grupy gospodarstw domowych płacą w niej 197,29 zł/MWh netto, a w tej kwocie nie ma jeszcze akcyzy. Chodzi przy tym wyłącznie o cenę surowca. Na fakturze dochodzą do niej opłaty za dystrybucję, abonament i podatki.
Od stycznia: 10–30% dotyczy paliwa, nie całej faktury
Bogdan Szymański, ekspert redakcji GLOBENERGIA, ocenił w programie Energetyczny Talk Show, że po zakończeniu obecnego okresu taryfowego ceny raczej pójdą w górę, ale znacznie słabiej niż na giełdzie. Jego prognoza to wzrost o około 10–30%.
Tu łatwo o nieporozumienie. Te procenty dotyczą ceny paliwa, czyli pozycji, która dziś wynosi 197,29 zł/MWh netto. Dystrybucja, abonament i podatki to osobne składniki rachunku, więc wzrost ceny gazu o wskazany procent nie oznacza, że cała faktura urośnie dokładnie o tyle samo.
Prognoza to też nie decyzja. Ostateczna stawka zależy od kosztów zakupu gazu, które sprzedawca uwzględni we wniosku taryfowym, oraz od tego, co zatwierdzi URE.
Dlaczego giełda drożeje szybciej niż rachunek?
Punktem odniesienia dla handlu gazem w Europie jest rynek TTF. Na początku stycznia gaz kosztował tam około 28–30 euro/MWh. 28 października notowania najbliższych kontraktów terminowych przebiły 100 euro/MWh, dzień później spadły poniżej tej granicy, a w piątek znów krążyły wokół niej.
Rachunek nie podąża za tym wykresem, bo sprzedawca nie kupuje całego gazu z dnia na dzień. Dużą część wolumenu zabezpiecza wcześniej w kontraktach terminowych i rozkłada zakupy w czasie. Rynek spot służy między innymi do dokupienia tego, czego nie pokryły wcześniejsze kontrakty, więc skok ceny bieżącej nie podbija od razu średniego kosztu gazu.
ORLEN tłumaczył to podobnie: gaz dla klientów taryfowych kupuje według planu rozpisanego na długi okres, często na długo przed dostawą. Liczy się więc moment zawarcia kontraktów, a nie dzisiejsze notowanie.
Kto odczuje drogi gaz najszybciej?
Mogą to być osoby, które w ogóle nie mają kotła gazowego. Gaz spalają elektrownie działające na europejskim rynku energii, a tam obowiązuje mechanizm merit order. Oferty wytwórców ustawia się według kosztu produkcji. Gdy w danej godzinie zapotrzebowania nie da się pokryć bez kosztownej elektrowni gazowej, to jej stawka ustala cenę prądu dla wszystkich.
Europejska Agencja Środowiska wskazuje właśnie ten mechanizm jako drogę, którą zmienność cen gazu trafia do cen prądu. Najmocniej działa w godzinach dużego zapotrzebowania i niskiej produkcji z OZE.
Pierwsi zobaczą to odbiorcy prądu z ceną dynamiczną, bo ich stawka jest powiązana z notowaniami giełdowymi i drogie godziny trafiają na rachunek bez czekania na nową taryfę. Kto rozlicza się według ceny ustalonej wcześniej, jest na takie wahania mniej narażony.
Dla ogrzewających dom gazem kluczowe jest to, jakie stawki URE zatwierdzi na kolejny okres. Jeśli kontrakty terminowe długo pozostaną drogie, sprzedawcy zapłacą więcej za gaz na przyszły rok, a ten wyższy koszt znajdzie się we wnioskach taryfowych.