Jeśli grzejesz dom kotłem na pellet, policz to ze mną. Tona kosztuje dziś 2000–2500 zł, a w 2024 roku płaciło się za nią 1300–1400 zł. Przy 4–5 tonach na sezon ta sama zima wychodzi drożej o 2400 do 6000 zł.
Rachunek za sezon: wtedy i dziś
Rozpisałem to na dwa warianty: dom, który spala 4 tony w sezonie, i dom, który potrzebuje 5 ton. Ceny wziąłem z widełek podawanych dla 2024 roku i dla obecnego rynku.
- 4 tony w 2024 r.: od 5200 do 5600 zł.
- 4 tony dziś: od 8000 do 10 000 zł.
- 5 ton w 2024 r.: od 6500 do 7000 zł.
- 5 ton dziś: od 10 000 do 12 500 zł.
Najłagodniejszy scenariusz to 600 zł więcej na każdej tonie: kupowałeś wtedy po 1400 zł, a dziś trafiasz na 2000 zł. Przy 4 tonach daje to 2400 zł dopłaty. Najgorszy wariant to skok z 1300 do 2500 zł, czyli 1200 zł na tonie. Przy 5 tonach robi się z tego 6000 zł więcej za jedną zimę.
W górnych widełkach tona jest więc prawie dwa razy droższa niż dwa lata temu. Dla wielu domów to różnica między opałem kupionym za jedną pensję a opałem, na który trzeba odkładać przez kilka miesięcy.
Skąd wziąłem 4–5 ton na sezon?
To wyliczenie portalu Bezprawnik: przeciętny kocioł pelletowy pochłania w ciągu roku 4–5 ton opału. Twój dom może spalać mniej albo więcej. Zależy to od ocieplenia, powierzchni i temperatury, jaką trzymasz w pokojach.
Dlatego najpewniej jest podstawić własne dane. Wyciągnij faktury lub paragony z zeszłych sezonów, sprawdź, ile ton faktycznie kupiłeś, i pomnóż to przez dzisiejszą cenę u swojego sprzedawcy. Sam wynik powie ci więcej niż jakakolwiek średnia.
Dlaczego pellet tak podrożał
Popyt rośnie szybciej niż produkcja. Na pellecie grzeje się dziś w kraju mniej więcej 450 tys. domów, a w ciągu ostatnich dwóch lat przybyło ich ponad 90 tys. Te nowe kotły to 360–450 tys. ton dodatkowego zapotrzebowania przy krajowym zużyciu rzędu 2 mln ton. W dwa lata popyt urósł więc mniej więcej o jedną piątą. W programie Czyste Powietrze w 2025 roku kotły pelletowe stanowiły około trzech czwartych dofinansowanych urządzeń.
Brakuje surowca. Pellet robi się z trocin i innych odpadów z tartaków. Tymczasem tartaki i zakłady drzewne obrabiają teraz w skali roku mniej więcej 4 mln m³ drewna mniej niż kiedyś. Mniej przerobu oznacza mniej trocin. Do tego samo drewno w pierwszych trzech miesiącach roku podrożało mniej więcej o 10%.
Import nie ratuje sytuacji. Polska stała się importerem netto pelletu. Dostawy z Białorusi zostały zamknięte. Pellet z Niemiec kosztuje około 405 euro za tonę, a po doliczeniu transportu, logistyki i VAT-u opłaca się go sprowadzać tylko przy największych niedoborach.
UOKiK ocenił, że za podwyżkami stoją problemy systemowe, a nie zmowa cenowa. Politycy wciąż spierają się o przyczyny. Ministerstwo Klimatu twierdzi, że wzrosty nie mają ekonomicznego uzasadnienia, a część posłów wskazuje na ograniczenia w pozyskaniu drewna.
Czy w kolejnych latach będzie taniej?
Na razie nic na to nie wskazuje. Według prognoz zapotrzebowanie na pellet może się podwoić do 2035 roku. Jeśli przerób drewna nie wzrośnie, trocin nie przybędzie, a nowych kotłów będzie coraz więcej.
Ciekawe, że w ankiecie GLOBEnergii, w której wzięło udział 2229 osób, czytelnicy najczęściej wskazywali właśnie popyt: 23% odpowiedzi dotyczyło rosnącej liczby domów ogrzewanych pelletem, a 22% jego wykorzystania przez energetykę i ciepłownictwo. Wielu z nich to sami właściciele kotłów, którzy przyznają, że częścią problemu są także oni sami.