Co roku w październiku schodzę do kotłowni z latarką i sprawdzam, co przez lato urosło wokół pieca. Prawie zawsze coś znajduję. Poniżej masz 4 rzeczy, które sprawdzam przy kotle, i krótką listę kontrolną, którą zrobisz sam w 10 minut, zanim rozpalisz na dobre.
Czy zapas opału może leżeć tuż przy kotle?
Nie. Węgiel, pellet czy drewno składuję z dala od paleniska i drzwiczek, a nie „pod ręką”, bo wygodnie dorzucić. Iskra przy otwieraniu drzwiczek, rozgrzana obudowa albo popiół, który nie zdążył wystygnąć, wystarczą, żeby suche drewno albo worki z pelletem zaczęły się tlić.
Przy kotle zostawiam najwyżej porcję na jedno dokładanie. Reszta stoi w osobnym kącie albo w składziku. Przy okazji zamiatam pył węglowy i trociny, które lubią zbierać się pod kotłem.
Gdzie odstawić chemię, farby i rozpuszczalniki?
Na pewno nie w kotłowni. Kotłownia to dla wielu domowników naturalny magazyn: rozpuszczalniki, resztki farb, aerozole, rozpałka w płynie, kanister z paliwem do kosiarki. Każda z tych rzeczy w cieple pieca może parować, a opary w zamkniętym pomieszczeniu z otwartym ogniem to proszenie się o pożar.
Wszystko, co ma na etykiecie znak substancji łatwopalnej, wynoszę do garażu albo komórki. Jeśli coś musi zostać w piwnicy, to w innym pomieszczeniu niż kocioł.
Czy można suszyć pranie w kotłowni?
Nie przy samym piecu. Suszarka rozstawiona tuż przy kotle albo ręczniki przewieszone przez rurę to klasyk. Tkanina, która spadnie na gorącą obudowę, może się zapalić, a mokre pranie dokłada wilgoci, przez którą rdzewieją elementy kotła i instalacji.
Jest też drugi problem. Rozwieszone pranie potrafi zasłonić kratkę nawiewną albo wywiewną, a o tym trzeba powiedzieć osobno.
Co zrobić z kratką nawiewną, z której wieje?
Zostawić ją otwartą. To najgroźniejszy błąd z całej listy. Kocioł do spalania potrzebuje tlenu, a przy paliwach stałych zasysa go ogromne ilości. Zaklejona taśmą, zatkana szmatą albo styropianem kratka sprawia, że spalanie staje się niepełne i powstaje czad, czyli bezwonny i bezbarwny tlenek węgla.
Gdy w kotłowni zrobi się podciśnienie, kocioł zacznie ciągnąć powietrze, skąd się da, także przez komin. Wtedy spaliny cofają się do domu. Do tego rośnie zużycie opału, a wymiennik i komin zarastają sadzą i smołą, która grozi pożarem sadzy. Powietrze do kotłowni musi iść z zewnątrz, a nie z sąsiednich pokoi. Dobrze zrobiony kanał typu „Z” ma wlot na zewnątrz około 1,5–2 m nad ziemią, a wylot w kotłowni około 20–30 cm nad posadzką, blisko paleniska. Wtedy przeciąg jest mniejszy, a powietrze trafia tam, gdzie trzeba.
Jak sprawdzić to wszystko w 10 minut?
Robię to w tej kolejności:
- Patrzę na kratkę nawiewną: nic jej nie zasłania, nie ma w niej szmat, taśmy ani pianki.
- Sprawdzam wywiew: zużyte powietrze musi swobodnie uchodzić, więc kratka wywiewna też nie może być niczym zasłonięta.
- Odsuwam opał od kotła i zamiatam pył.
- Wynoszę chemię, farby i paliwa z kotłowni.
- Składam suszarkę na pranie albo przenoszę ją do innego pomieszczenia.
- Sprawdzam datę ostatniej wizyty kominiarza.
Kiedy wezwać kominiarza?
Przewody kominowe muszą przejść kontrolę co najmniej raz w roku kalendarzowym, a robi ją osoba z uprawnieniami. Sprawdza stan i drożność przewodów dymowych, spalinowych i wentylacyjnych. Sama kontrola nie zastępuje czyszczenia: przewody dymowe od palenisk na węgiel lub drewno trzeba czyścić co najmniej raz na 3 miesiące.
Jeśli od ostatniej wizyty minął rok, dzwonię przed pierwszym mrozem, a nie w środku zimy, kiedy kominiarze mają pełne grafiki.