Rano szyba w sypialni jest mokra, a ręcznik w łazience wilgotny nawet po całym dniu na wieszaku. Zamiast stawiać kolejną miseczkę na parapecie, kupiłem prosty higrometr i przenosiłem go między sypialnią, kuchnią i łazienką. Porównanie trzech odczytów pokazało mi, gdzie wilgoć powstaje i które okno trzeba otwierać najpierw.
Higrometr w trzech pomieszczeniach zamiast pochłaniacza na parapecie
Pochłaniacze wilgoci, czyli sól, soda, żel krzemionkowy albo chlorek wapnia w miseczce, zbierają część wody z powietrza. Nie mówią jednak, skąd ta woda się bierze. Dlatego najpierw zmierzyłem, a dopiero potem zacząłem działać.
Robię to tak:
- Kładę higrometr w sypialni, z dala od okna i kaloryfera, i zapisuję odczyt wieczorem oraz rano, zanim otworzę okno.
- Przenoszę go do kuchni i sprawdzam wynik przed gotowaniem i zaraz po nim.
- Na koniec stawiam go w łazience i porównuję odczyt przed kąpielą i po niej.
- Zestawiam wszystkie liczby w jednej tabelce na kartce.
Nie szukam jednej idealnej wartości. Szukam pomieszczenia, w którym wilgotność rośnie najmocniej i najdłużej nie spada. Tam jest źródło problemu i tam wietrzę najpierw.
Dlaczego pomiar mówi więcej niż mokra szyba
Szyba to najzimniejsza powierzchnia między wnętrzem a dworem. Gdy ciepłe, wilgotne powietrze się z nią styka, ochładza się poniżej punktu rosy i woda się skrapla. To samo dzieje się z lustrem w łazience po gorącej kąpieli i z oknem w kuchni, gdy okap nie nadąża z odprowadzaniem pary.
Mokra szyba w sypialni nie musi więc oznaczać, że wilgoć powstaje w sypialni. U mnie najwyższe wzrosty pokazał higrometr w łazience i w kuchni, a para wędrowała przez otwarte drzwi do chłodniejszego pokoju i osiadała na oknie. Po pomiarach zmieniłem kilka rzeczy:
- po kąpieli otwieram okno w łazience albo zostawiam uchylone drzwi przy działającym wywietrzniku, żeby ręcznik miał szansę wyschnąć,
- gotuję zawsze przy włączonym okapie,
- nie suszę prania w pokoju, tylko na zewnątrz albo w suszarce bębnowej,
- w sypialni zostawiam otwarty nawiewnik w ramie okna, który daje stałą wymianę powietrza przy zamkniętym skrzydle.
Po każdej zmianie powtarzam pomiar w tym samym pomieszczeniu. Jeśli odczyt spada szybciej niż wcześniej, wiem, że wietrzenie trafia we właściwe miejsce. Popularny trik z metalową łyżeczką na parapecie tego nie da: zbierze kilka kropel, a reszta wody i tak osiądzie na szybie.
Kiedy wietrzenie nie wystarczy?
Jeśli higrometr pokazuje wysoką wilgotność we wszystkich trzech pomieszczeniach, także po wietrzeniu, przyczyna może leżeć głębiej. Słaba wentylacja w całym mieszkaniu albo nieszczelna hydroizolacja budynku to sprawa do naprawy, a nie do przewietrzenia. W takiej sytuacji pomaga elektryczny osuszacz powietrza, a przy wentylacji trzeba wezwać fachowca.
Zwracam też uwagę, gdzie dokładnie pojawia się para. Para od zewnątrz, zwykle rano, to normalne zjawisko przy dobrze izolujących szybach i nie ma związku z wilgotnością w domu. Para między szybami oznacza usterkę pakietu szybowego, której żaden higrometr ani wietrzenie nie usuną. Trzeba wtedy zgłosić okno do serwisu.
Pleśń w kątach i pod sufitem oraz zapach stęchlizny to znak, że pomiary trzeba zrobić od razu, a nie czekać, aż problem sam minie po sezonie grzewczym.