Przez lata kręciłem głowice na 5, bo byłem pewien, że grzejnik wtedy mocniej grzeje. Tymczasem cyfra to temperatura docelowa: 3 oznacza około 20°C, a 4 około 23–24°C. Dlatego dziś w salonie trzymam 3, w sypialni ustawiam między 2 a 3, na korytarzu 2, a w łazience 4.
Cyfra na głowicy to temperatura, nie moc
Głowica termostatyczna reaguje na temperaturę powietrza w pomieszczeniu. Gdy pokój dojdzie do zadanej wartości, zawór ogranicza dopływ gorącej wody do grzejnika. Kiedy powietrze zaczyna się ochładzać, zawór znów zwiększa przepływ.
W popularnych głowicach skala wygląda mniej więcej tak:
- 1 – około 12–13°C,
- 2 – około 16–17°C,
- 3 – około 20°C,
- 4 – około 23–24°C,
- 5 – nawet 26–28°C.
Dokładne wartości zależą od producenta i modelu. Dlatego przy nowych głowicach kładę w pokoju zwykły termometr i sprawdzam, czy cyfra mówi prawdę. Jeśli nie, poprawiam ustawienie o pół kreski, a nie o całą cyfrę.
Jak rozstawiam głowice pokój po pokoju
Punktem wyjścia jest reguła 21-18-16: 21°C tam, gdzie siedzimy i odpoczywamy, 18°C w sypialni i 16°C w pomieszczeniach, w których bywa się tylko na chwilę. Na pokrętle wygląda to tak:
- Salon, gabinet, pokój dzienny: 3, najwyżej odrobinę powyżej. 21°C wystarcza przy czytaniu, oglądaniu filmu czy pracy przy komputerze. Przy 23–24°C, czyli na czwórce, robi się sennie, spada koncentracja, a powietrze wysusza śluzówki.
- Sypialnia: między 2 a 3. Trójka daje około 20°C, a celem jest 18°C. W chłodniejszej sypialni łatwiej zasnąć i rzadziej budzimy się w nocy.
- Korytarz, wiatrołap, garderoba, spiżarnia, pralnia, rzadko używany pokój gościnny: 2. To około 16–17°C, czyli tyle, żeby ściany się nie wyziębiły.
- Łazienka: 4. To jedyny wyjątek w górę. Rozbieramy się tam i jest wilgotno, więc komfort zaczyna się przy 22–24°C.
W nocy albo gdy wszyscy wychodzą do pracy, salon też może zejść do 16°C. Wtedy przekręcam jego głowicę na 2, a po powrocie z powrotem na 3.
Dlaczego piątka nie nagrzeje pokoju szybciej?
Gdy w pokoju jest 17°C, a chcę mieć 20°C, ustawienie na 5 nie musi przyspieszyć grzania w porównaniu z trójką. Głowica nie działa jak pedał gazu. Wyższa cyfra oznacza przede wszystkim wyższą temperaturę, przy której zawór zacznie się przymykać.
Różnica wychodzi dopiero później. Na trójce zawór ogranicza przepływ w okolicach 20°C, a na piątce dalej wpuszcza gorącą wodę, aż pokój zbliży się do 26–28°C. Kto przekręca głowicę na maksimum „na chwilę” i o tym zapomina, płaci za przegrzane mieszkanie.
Śnieżynka to nie „wyłączone”, a 16°C to granica
Symbol płatka śniegu oznacza ochronę przeciwzamrożeniową, a nie całkowite wyłączenie grzejnika. Zawór może wtedy dopuścić ciepłą wodę, ale dopiero gdy temperatura spadnie na tyle, że instalacji grozi zamarznięcie. Śnieżynka w pokoju, w którym ktoś mieszka, to zdecydowanie za mało.
To prowadzi do drugiego błędu, czyli przesady z oszczędzaniem. W pomieszczeniach mieszkalnych nie schodzę poniżej 16°C, bo w wychłodzonych pokojach rośnie ryzyko pleśni. Dlatego nawet w nieużywanym pokoju gościnnym zostawiam dwójkę, a nie jedynkę, która daje około 12–13°C.
Ile na tym zyskuję
Każdy stopień mniej w pomieszczeniu to około 5–6 proc. mniejsze zużycie energii cieplnej. Jeśli wcześniej całe mieszkanie, łącznie z sypialnią i korytarzem, siedziało w 22–23°C, przejście na 21-18-16 potrafi zmniejszyć zapotrzebowanie na ogrzewanie nawet o kilkanaście–dwadzieścia procent w skali sezonu. W domu jednorodzinnym to realnie kilkaset, a nierzadko ponad tysiąc złotych rocznie.