Piątkowy wieczór, kominek, dwie godziny dla klimatu? Nie sięgaj wtedy po dąb ani sosnę. Ja biorę suchą brzozę. Rozpala się od kory, daje jasny płomień i prawie nie brudzi szyby. Po około dwóch godzinach dogasa, zanim salon zamieni się w saunę.
Dlaczego dąb i grab nie nadają się na krótki wieczór?
Dąb i grab mają opinię najlepszego opału. Przy ogrzewaniu domu w pełni na nią zasługują. Kłopot w tym, że do czystego spalania potrzebują bardzo wysokiej temperatury, a przy paleniu dla klimatu rzadko ją osiągamy.
Ten scenariusz znam dobrze. Do wkładu trafiają dwa polana, a dopływ powietrza przymykam, żeby ogień nie szalał. Twarde drewno zamiast płonąć zaczyna się wtedy tlić. Robi się sporo dymu i szyba czernieje od sadzy. W salonie czuć kwaśny zapach garbników zamiast przyjemnego aromatu drewna. Do tego dąb oddaje tyle ciepła, że po chwili robi się duszno i trzeba otwierać okna.
Sosna, świerk i modrzew zabrudzą szybę w pół godziny
Iglaki są tanie i pachną lasem, więc łatwo się skusić. Mają jednak mnóstwo żywicy, która w ogniu gwałtownie się nagrzewa i strzela z hukiem. Przy otwartym palenisku iskry potrafią dolecieć do dywanu.
Gorsza jest lepka maź, która w pół godziny potrafi zaczernić szybę. Część osiada w kominie jako kreozot, a ten jest po prostu niebezpieczny. Dlatego iglaków do kominka nie wkładam.
Brzoza na wieczór, olcha i drewno owocowe na zmianę
Brzoza ma w sobie naturalny olejek, dziegieć, dzięki któremu bardzo szybko łapie ogień. Jej kora to najlepsza naturalna podpałka, więc nie potrzebuję żadnych kostek. Płomień jest wysoki i jasny, złocisty albo lekko niebieskawy. Brzoza nie sypie iskrami i niemal nie zostawia osadu na szybie.
Najbardziej cenię ją za to, że spala się dość szybko. Po około dwóch godzinach ogień spokojnie wygasa i nie muszę go niczym dusić. Salon przez ten czas nie zmienia się w saunę.
Gdy brzozy zabraknie, sięgam po zamienniki:
- Olcha pali się czysto, mało dymi i daje ciepły, głęboko pomarańczowy płomień. Kosztuje wyraźnie mniej niż twarde gatunki.
- Jabłoń, grusza, wiśnia i śliwa to dobry wybór, jeśli zostały ci gałęzie po jesiennym cięciu drzew owocowych. Palą się spokojnie i równo, a po domu rozchodzi się delikatny, słodkawy zapach. Szkoda je wyrzucać.
Jak rozpalam, żeby szyba została czysta
Rozpalam od góry. Na dno idą dwa grubsze polana brzozy, na nie drobniejsze szczapki, a na samą górę podpałka. Dym przechodzi wtedy przez płomień i się dopala. Dzięki temu kominek nie kopci od pierwszych minut, a ogień rośnie stopniowo i stabilnie.
Drugi warunek to suche drewno. Nawet brzoza musi być wysezonowana i mieć wilgotność poniżej 20 proc. Suche polano jest jaśniejsze i ma pęknięcia na końcach. Dwa takie polana uderzone o siebie wydają głuchy, dzwoniący odgłos.
Ostrożnie z workowanym drewnem kupowanym w pośpiechu na stacji paliw albo w markecie. Napis „gotowe do palenia” nie zawsze się zgadza. Wilgotne polana syczą, dymią na szaro i gasną.
Dąb zostawiam do grzania domu
Dąb nie jest złym drewnem. Ma ogromną gęstość i trzyma żar przez wiele godzin. Świetnie sprawdza się tam, gdzie kocioł albo kominek z płaszczem wodnym jest głównym źródłem ciepła przez całą zimę. Tam liczą się kaloryczność i długi żar.
W domu ogrzewanym pompą ciepła albo gazem kominek pali się okazjonalnie: w piątek wieczorem, przy znajomych albo w niedzielne popołudnie. Wtedy ważniejsze są widok płomienia i czysta szyba niż ilość ciepła. Na taki wieczór wybieram brzozę, a dąb trafia do tych, którzy kominkiem naprawdę grzeją dom.